Ciekawe prawo wyborze: kandydat dopisany do listy wyborczej może wygrać wybory.
Ortografia kluczem do zwycięstwa w wyborach w USA 11 dni po wyborach ciągle nie wiadomo, kto będzie senatorem z Alaski. Głosowanie zamieniło się tam w masowy egzamin z ortografii, którego wyniki ustali sąd.
W walce o fotel senatora liczyło się tam dwoje republikanów - prawnik Joe Miller i obecna senator Lisa Murkowski. Murkowski w sierpniu minimalnie przegrała z popieranym przez Tea Party Millerem prawybory wewnątrz partii (różnicą 56 tys. do 58 tys. głosów), więc 2 listopada w ogóle nie miała ubiegać się o reelekcję.
Ale zbuntowała się przeciw partii i wystartowała jako tzw. kandydat dopisany. Jej nazwiska nie było na kartach wyborczych - wzywała wyborców, by dopisywali ją ręcznie. Amerykańskie prawo przewiduje taką możliwość; do tej pory kandydat dopisany wygrał tylko raz, 56 lat temu.
W noc wyborczą 2 listopada telewizje donosiły, że kandydat Demokratów Scott McAdams zdobył na Alasce 23% głosów, kandydat Republikanów Joe Miller - 35,5%, a dopisany - 40%. Pani Murkowski nie ogłaszała jeszcze zwycięstwa, nie świętowała, bo obawiała się, czy jej zwolennicy zdali egzamin z ortografii. Po pradziadku Polaku ma bowiem nazwisko, którego zwykły Amerykanin nie potrafi wymówić i napisać.
Marcouski. Murkrowsky. Mirkowsky.Leesa Marcovsky. Murkowscy. Markovsky. Wersji, które komisje wyborcze znajdują na kartach, są setki. Miller uważa, że jego rywalce powinno się zaliczać tylko te głosy, w których pisownia jest bezbłędna. Komisje wyborcze przyjęły inną zasadę: zaliczają “wszystkie karty, w których intencja głosującego jest jasno wyrażona”. Czyli, na przykład, wszystkie wymienione powyżej. Prawnicy Millera już zaskarżyli tę zdroworoz-sądkową regułę w sądzie i dopiero on ostatecznie rozstrzygnie wyniki wyborów na Alasce. Na razie we wszystkich komisjach w tym stanie trwa powtórne liczenie głosów, a obserwatorzy Millera krytycznie lustrują każdą kartę. Zakwestionowali już około 10% głosów na Murkowski, czyli akurat tyle, że wynik wyborów staje się niepewny.
Lisa Murkowski przewidywała taki problemy. Na wiecach wyborczych rozdawała papierowe opaski na rękę ze swoim nazwiskiem. - Wiem, że chcecie na mnie głosować, ale czy na pewno pamiętacie, jak się nazywam? - pytała. W telewizjnych reklamach jej nazwisko wyeksponowane było wielkimi literami. Tuż przed 2 listopada ochotnicy ze sztabu robili ludziom na ulicach zmywalne tatuaże z jej nazwiskiem.
- Jestem dumna, że tyle os potrafiło bezbłędnie wpisać moje nazwisko - mówiła Murkowski po wyborach. Ale uwzględniwszy fakt, że mieszkańcy Alaski uczyli się go od 30 lat, wynik egzaminu z ortografii nie jest wielkim sukcesem.
Ojciec Lisy Frank Murkowski był senatorem z Alaski w latach 1981-2002. W 2002 r. postanowił zostać gubernatorem i po wygranej oddał mandat senatorski córce. Lisa zdobyła go w wyborach dopiero dwa lata później. gw
